wspomnienia


plomyki dawnych dni
2005
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
lipiec
maj


biale roze
********
Monika
Ewunia
Miś Truskawkowy
})i({
Wiecznie-Zagalopowana
Agnieszka
C
Alien
Ewela
Dorocha
Peace
83 BDH "Przystań"
Zimka
Majka
Angel
Ewell1nka
182




brzask...


biegnę boso po płaczącej rosą trawie...
podmuchy wiatru toną w morzu włosów...
myśli uciekają ku słońcu...

błękit nieba odbija się w Twoich oczach...
delikatnie oplata ciało w spojrzeniu...

zapach kwiatów unosi się pośród drzew...
kusi ucieczką w nieznane...
przemienia obawy w spokoj...


2005-05-09 22:27:19 skomentuj (38)







jak skrzypi stary pokład żaglowca...



świt...
cejlonu szept...
dogasa czas pomysłu nowych dni...
cicho wymykam się...
zostawiam śpiący dom...
to morze wzywa mnie...

pragnienia...
z dziewczęcych snów...
spełniają się na pokład wchodzę już...
przebrana w brata strój bo chłopcem muszę być...
tylko to pozwoli mi...
żeglarzem być...

wiatr...
wolności zew...
bezkresem wód upajam się...
choć liny dłonie rwą, a sól wysusza twarz...
choć chłopcem muszę być...
jednak chce tak żyć...

[Pressgang => Cejlon]



byłam już tak wysoko...
nie mam siły...
spadam z najwyższej z rej...

wszelkie działania które podejmuje kończą się klęską...
nie potrafie wpłynąć na bieg wydarzeń...
nie potrafie nawet wpływać na własne decyzje...
nie potrafie przezwyciężyc strachu...
nie potrafie płakać...
dlaczego???

tylko pustka...
a tak nie chce...

marzy mi się łopot żagli i błękit morza...
ratują mnie marzenia...


2005-04-21 16:15:01 skomentuj (3)







mroźny wiatr zamieszkał w mym sercu...



"Gdzie uciec myśli ...
I patrzy smutna w dal przez okno,
W dół jest aż siedem pięter,
Dla niej to wcale nie wysoko...
Czarnym Aniołom skrzydła marzną,
Samotnie stają na parapecie,
Do lotu cicho się zbierają,
Gdzieś je poprostu niesie..."


chyba nie potrafie znaleźć sobie miejsca na tym świecie...
przeraża mnie każdy nowy dzień...
chciałabym móc poszybować daleko nad oceany...
uwolnić się od...
mojej własnej bezradności...

nie czuje już tego że znaczę coś jeszcze w tej całej grze...
chciałabym być blisko...
ale nic wbrew drugiej osobie...

mimo że otaczają mnie wspaniali ludzie czuje się samotna...
i taka bezsilna...
stoję wciąż z wyciągniętą dłonią ale nikt nie chce mi podać swojej...
po to by już zawsze być przy sobie...
każdy tylko muska...
a potem znika z zasięgu mojej ręki...

a w sercu gorycz...
czy powinnam mieć do siebie żal...
bo poprostu nie potrafie???
a może więcej już poprostu nie moge???

może wiosna przyniesie ukojenie...
czekam...


2005-03-14 22:19:35 skomentuj (21)







XXI



Wtedy pojawił się lis.

- Dzień dobry - powiedział lis.

- Dzień dobry - odpowiedział grzecznie Mały Książę i obejrzał się, ale nic nie dostrzegł.

- Jestem tutaj - usłyszał głos - pod jabłonią!

- Kim jesteś? - spytał Mały Książę. - Jesteś bardzo ładny...

- Jestem lisem - odpowiedział lis.

- Chodź pobawić się ze mną - zaproponował Mały Książę. - Jestem taki smutny...

- Nie mogę bawić się z tobą - odparł lis. - Nie jestem oswojony.

- Ach, przepraszam - powiedział Mały Książę. Lecz po namyśle dorzucił: - Co znaczy "oswojony"?

- Nie jesteś tutejszy - powiedział lis. - Czego szukasz?

- Szukam ludzi - odpowiedział Mały Książę. - Co znaczy "oswojony"?

- Ludzie mają strzelby i polują - powiedział lis. - To bardzo kłopotliwe. Hodują także kury, i to jedyny powód żeby się nimi interesować. Poszukujesz kur?

- Nie - odrzekł Mały Książę. - Szukam przyjaciół. Co znaczy "oswoić"?

- Jest to pojęcie zupełnie zapomniane - powiedział lis. - "Oswoić" znaczy "stworzyć więzy"...

- Stworzyć więzy?

- Oczywiście - powiedział lis. - Teraz jesteś dla mnie tylko małym chłopcem, podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie.



- Zaczynam rozumieć - powiedział Mały Książę. - Jest jedna róża... zdaje mi się, że ona mnie oswoiła...

- To możliwe - odrzekł lis. - Na Ziemi zdarzają się różne rzeczy...

- Och, to nie zdarzyło się na Ziemi - powiedział Mały Książę.



Lis zaciekawił się:

- Na innej planecie?

- Tak.

- A czy na tej planecie są myśliwi?

- Nie.

- To wspaniałe! A kury?

- Nie.

- Nie ma rzeczy doskonałych - westchnął lis i zaraz powrócił do swej myśli: - Życie jest jednostajne. Ja poluję na kury, ludzie polują na mnie. Wszystkie kury są do siebie podobne i wszyscy ludzie są do siebie podobni. To mnie trochę nudzi. Lecz jeślibyś mnie oswoił, moje życie nabrałoby blasku. Z daleka będę rozpoznawał twoje kroki - tak różne od innych. Na dźwięk cudzych kroków chowam się pod ziemię. Twoje kroki wywabią mnie z jamy jak dźwięki muzyki. Spójrz! Widzisz tam łany zboża? Nie jem chleba. Dla mnie zboże jest nieużyteczne. Łany zboża nic mi nie mówią. To smutne! Lecz ty masz złociste włosy. Jeśli mnie oswoisz, to będzie cudownie. Zboże, które jest złociste, będzie mi przypominało ciebie. I będę kochać szum wiatru w zbożu...



Lis zamilkł i długo przypatrywał się Małemu Księciu.

- Proszę cię... oswój mnie
- powiedział.

- Bardzo chętnie - odpowiedział Mały Książę - lecz nie mam dużo czasu. Muszę znaleźć przyjaciół i nauczyć się wielu rzeczy.

- Poznaje się tylko to, co sie oswoi - powiedził lis. - Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma sklepów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół. Jeśli chcesz mieć przyjaciela, oswój mnie!

- A jak się to robi? - spytał Mały Książę.

- Trzeba być bardzo cierpliwym. Na początku siądziesz w pewnej odległości ode mnie, ot tak, na trawie. Będę spoglądać na ciebie kątem oka, a ty nic nie powiesz. Mowa jest źródłem nieporozumień. Lecz każdego dnia będziesz mógł siadać trochę bliżej...

Następnego dnia Mały Książę przyszedł na oznaczone miejsce.

- Lepiej jest przychodzić o tej samej godzinie. Gdy będziesz miał przyjść na przykład o czwartej po południu, już od trzeciej zacznę odczuwać radość. Im bardziej czas będzie posuwać się naprzód, tym będę szczęśliwszy. O czwartej będę podniecony i zaniepokojony: poznam cenę szczęścia! A jeśli przyjdziesz nieoczekiwanie, nie będę mógł się przygotowywać... Potrzebny jest rytuał.

- Co znaczy "rytuał"? - spytał Mały Książę.

- To także coś całkiem zapomnianego - odpowiedział lis. - Dzięki rytuałowi pewien dzień odróżnia się od innych, pewna godzina od innych godzin. Moi myśliwi, na przykład, mają swój rytuał. W czwartek tańczą z dziewczętami ze wsi. Stąd czwartek jest cudownym dniem! Podkradam się aż pod winnice. Gdyby mysliwi nie mieli tego zwyczaju w oznaczonym czasie, wszystkie dni byłyby do siebie podobne, a ja nie miałbym nigdy spokoju.

W ten sposób Mały Książę oswoił lisa. A gdy godzina rozstania była bliska, lis powiedział:



- Ach, będę płakać!

- To twoja wina - odpowiedział Mały Książę - nie życzyłem ci nic złego. Sam chciałeś, abym cię oswoił...

- Oczywiście - odparł lis.

- Ale będziesz płakać?

- Oczywiście.

- A więc nic nie zyskałeś na oswojeniu?

- Zyskałem coś ze względu na kolor zboża - powiedział lis, a później dorzucił: - Idź jeszcze raz zobaczyć róże. Zrozumiesz wtedy, że twoja róża jest jedyna na świecie. Gdy przyjdziesz pożegnać się ze mną, zdradzę ci pewną tajemnicę.

Mały Książę poszedł zobaczyć się z różami.

- Nie jesteście podobne do mojej róży, nie macie jeszcze żadnej wartości - powiedział różom. Nikt was nie oswoił i wy nie owoiłyście nikogo. Jesteście takie, jakim był dawniej lis. Był zwykłym lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz zrobiłem go swoim przyjacielem i teraz jest dla mnie jedyny na świecie.

Róże bardzo się zawstydziły.

- Jesteście piękne, lecz puste - powiedział im jeszcze. - Nie można dla was poświęcić życia. Oczywiście moja róża wydawałaby się zwykłemu przechodniowi podobna do was. Lecz dla mnie ona jedna ma większe znaczenie niż wy wszystkie razem, ponieważ ją właśnie podlewałem. Ponieważ ją przykrywałem kloszem. Ponieważ ją właśnie osłaniałem. Ponieważ właśnie dla jej bezpieczeństwa zabijałem gąsienice (z wyjątkiem dwóch czy trzech, z których chciałem mieć motyle). Ponieważ słuchałem jej skarg, jej wychwalań się, a czasem jej milczenia. Ponieważ... jest moją różą.

Powrócił do lisa.

- Żegnaj - powiedział.

- Żegnaj - odpowiedział lis. - A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

- Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.

- Twoja róża ma dla ciebie tak wielkie znaczenie, ponieważ poświęciłeś jej wiele czasu.

- Ponieważ poświęciłem jej wiele czasu... - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.

- Ludzie zapomnieli o tej prawdzie - rzekł lis. - Lecz tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś. Jesteś odpowiedzialny za twoją różę.

- Jestem odpowiedzialny za moją różę... - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.



[Antoine De Saint-Exupery - Mały Książę]



***




nie rozumiem tego co ostatnio czuje...
i choć to nie wróży nic dobrego...
to jestem szczęśliwa...
spotkałam tylu przyjaciół...
nie wiem czy ktoś zrozumie co chciałam przekazać przez ten fragment...
chciałabym żeby zrozumiała to tylko jedna osoba, która nigdy nie czytała "Małego Księcia"...
lecz wiem że to i tak nigdy się nie stanie...


***


przyjaźń i miłość to najwspanialsze uczucia jakie mogą spotkać człowieka...
"...Jeżeli ktoś kocha różę, jedyną pośród milionów i milionów gwiazd, jest to wystarczający powód aby czuł się szczęśliwy..."
lecz aby móc kochać trzeba wiele poświęcić bo "...idąc prosto przed siebie nie można zajść daleko...", a
"...kraina łez jest jedną wielką tajemnicą..." i dlatego "...ta róża jest tak bardzo skomplikowana..."


2005-02-02 02:07:13 skomentuj (45)







przyjacielu...


oswajając mnie...
sam siebie skazujesz na ból i cierpienie...











...










zastanów się dobrze...
czy napewno chcesz być przy mnie...


2005-01-10 20:19:28 skomentuj (11)







Gdy nic co ważne nie ma już sensu



strach...
lęk...
niepokój...
drżenia rąk...
kołaczące serce...
tysiące myśli...
fala smutku...
beznadziejność...
nienawiść...
...
kropki...
...
już tylko kropki...
...
i łzy, jak kryształki w chłodny grudniowy [już...] wieczór...
spływają po policzkach, bladych jak śnieg...
serce stuka do drzwi...
lecz nikt nie otwiera...
nikt nie słyszy ludzkiego cierpienia...
...
przerażenie...
u stóp wije się bezlitośnie...
chce zawładnąć całym ciałem...
nie mam siły by się opierać...
...
chcę się schronić przed światem...
chcę by noc zabrała ze sobą wszystko...
...

..//-/./.-//-./.././.--./---/-.-/---/.---//.-./-/---/.-./-.--//
---/-..././--../.--/.-../.-/-../-././..-..//
--/---/.---/.-//.../.--./.-./.-/--./-./../---/-./.-//
-../..-/.../--.././/

.../.--./.-./.-/--./-./../---/-./.-// --/../.-../---/.../-.-./..//

...








2004-12-01 10:52:25 skomentuj (59)







Ciekawość


Zajżałam do serca bliskiej mi osoby...
Teraz wiem,
Że nie jest ona mi tak bliska...

02.07.2004 .



2004-07-17 19:35:00 skomentuj (56)